gryzakiPrzyznawać się czy też nie? Zastanawiałam się długo. Nie wiem, czy „Internety” mnie nie zlinczują za ten tekst. Dlatego: ciiii! Niech to będzie tajemna wiedza tylko dla nas! A co! Chodzi o nieatestowane gryzaki. Czy w Twoim domu, drogi Czytelniku, też się pojawiają?

Ząbki

Niektóre dzieci przychodzą na Świat z malutkimi ząbkami, ale większości pierwsze zęby pojawiają się w wieku od 6 do 10 miesięcy. Zwykle najpierw witają się z nami w codziennym uśmiechu przednie zęby szkraba (często na dole) – a reszta pojawia się w ciągu kolejnych miesięcy. W wieku 12-18 miesięcy Twoje dziecko będzie posiadać wystarczające uzębienie, by móc swobodnie jeść/gryźć. Wcześniej niestety trzeba przebrnąć przez okres ząbkowania. Jeśli Twoje dziecko trze piąstkami dziąsła, gryzie meble, płacze i jest rozbite, to być może właśnie się zaczęło. Eksperci twierdzą, że takie objawy jak ślinienie, katar, gorączka, problemy ze snem z zębami nie mają nic wspólnego. Rodzice są innego zdania.

Ząbkowanie boli – jak pomóc maluchowi?

  • Opowiedz mu łagodnym tonem co się z nim dzieje. Nawet jeśli nie zrozumie, poczuje się bezpieczniej. Często przytulaj, głaszcz, kołysz.
  • Nie dawaj dziecku zamrożonej marchewki lub kostek lodu może to spowodować uszkodzenie i zamarzanie tkanki w ustach dziecka!
  • Możesz stosować żele na ząbkowanie, które zmniejszają czucie w dziąsłach, ale nie zbyt często. Dziecko je prawdopodobnie wyssie.
  • Możesz stosować leki przeciwbólowe dla dzieci, skontaktuj się z lekarzem i zapytaj jak często i w jakiej ilości możesz ich używać (leki to zawsze ryzyko).
  • Stosuj gryzaki. Najczęściej wystarczy maluchowi dać cokolwiek do ssania, nieważne czy zimnego, czy ciepłego. Na rynku dostępnych jest wiele pięknych atestowanych gryzaków (wodne, grzechotki, metkowce, gumowe) przetestowaliśmy kilka, ale nie o tym dziś. Dziś napiszę o tych niestandardowych, bez atestu, jedynych w swoim rodzaju. O tych, które prawdopodobnie każde z Was ma w swoim domu. Dlaczego?

Niestandardowe gryzaki

Dlatego, że są różnorodne. Mają wiele do odkrycia: kolorów, faktur, dźwięków. Nie znajdziecie ich w żadnym sklepie. Dzieci je uwielbiają. Śmiało mogą konkurować z innymi drogimi zabawkami, jeśli chodzi o zainteresowanie malucha. Zwykle zajmują niemowlaka kilka dobrych chwil. Nie mają instrukcji obsługi – tylko otwarty umysł zrobi z nich pożytek. Zaskakują zarówno dziecko, jak i rodzica różnorodnością i mnogością interpretacji w zabawie (czyt. ciekawe są :D i tyle).

Uwaga! Trzeba pamiętać, że opatrzone są pewnym ryzykiem. Mogą rozpaść się na kawałki. Szybko się niszczą. Dlatego, jeśli je stosujesz, nie zostawiaj dziecka samego! Bądź czujny i ostrożny.

W naszym domu sprawdzają się:

gryzaki

  • drewniana łyżka;
  • spinacze do torebek IKEA (To jest najlepsza zabawka ever!);
  • sznurki, sznureczki (To jest jeszcze lepsza zabawka niż spinacze, a już sznurek z przyczepionym spinaczem… szał ciał. Kupiłam w castoramie kilka kolorowych sztuk, na metry.);
  • grube, mięsiste gumki do włosów (Zaczepione na sznurku. Matka sobie kupiła, ale zostały zagrabione i przekwalifikowane na zabawkę.);
  • woreczek z pestkami wiśni;
  • pędzelek silikonowy kuchenny
  • chusteczki higieniczne;
  • waciki (tuba);
  • słomki;
  • podkładki pod kubek na herbatę;
  • denka, wieczka, pokrywki (uważajcie by były odpowiednio duże, by dziecko ich nie połknęło);
  • silikonowy wyciskacz do cytryn;
  • opakowania kartonowe (tu muszę uważać bardzo, bo maluch lubi odgryźć);
  • woreczki z przyprawami: oregano, tymianek, bazylia (Zawsze są zagrabiane i miętoszone, kiedy rozpakowuję zakupy. Próba odebrania ich dziecku równa się dramatycznej scenie pokładania się na podłogę, machania rękami i wyrzucania z siebie słów w obcym mi języku. Rozważam szkołę aktorską, maluch ma talent!);
  • metki;
  • i kilka innych, które przychodzą mi do głowy ale się nie przyznam :);

gryzaki


Dziękuję Ci, że czytasz mojego bloga, mam nadzieję, że tekst okazał się inspirujący. Zapraszam Cię do przeczytania innych moich tekstów na U lala fiu fiu lub na Facebooku. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w komentarzu.


Tekst nie jest sponsorowany. Zdjęcia i treść należą do Justyny Szewczyk.

 

  • Naprawdę? Naprawdę jest ktoś, kto daje małemu dziecku takie rzeczy do zabawy?! Nie wierzę… Nawet nie chcę wiedzieć co masz jeszcze w głowie, a nie zdecydowałaś się ujawnić.

    • Naprawdę :). Ty tylko markowe?

      • Jasne, że nie! Z „markowych” mieliśmy tylko jakąś grzechotkę i gryzak chyba Canpolu. Młody dostawał do zabawy łyżki, plastikowy lejek, ulubiony gumowy młotek i wszystko, co było aktualnie pod ręką, ale było również całkowicie bezpieczne.

        Chodziło mi raczej o to, że te „zabawki” mogą być niebezpieczne:
        Gumki i sznurki dziecko może owinąć sobie wokół szyi i się udusić – na własne oczy widziałam w żłobku 2-letniego chłopca, który siedząc na podłodze zdjął skarpetkę, owinął ja sobie wokół szyi i zsiniał w kilka sekund. Naprawdę, wystarczy kilka sekund. Mniejsze kawałki sznurka może połknąć, a wtedy pozostaje nadzieja, że wyjdzie z kupą. Jeśli nie wyjdzie, to wizyta w szpitalu murowana.
        Odgryziony kawałek silikonowego pędzelka może zostać połknięty albo… wpaść do dróg oddechowych i spowodować duszność – moja mama miała kiedyś takiego małego pacjenta, któremu utknął tak kawałek woreczka foliowego. Nie chcesz wiedzieć jak oni mu to wyciągali. To samo z wacikami i ich opakowaniem.
        Woreczek z pestkami może przegryźć, a pestkami się udławić. Nawet jeśli nie ma jeszcze zębów, to przebijający się nowy ząb jest ostry i może przedziurawić materiał.
        No i jeszcze te nieszczęsne spinacze i słomki… Dziecko może je wsadzić sobie do ucha czy nosa i skaleczyć się. Mój niefrasobliwy mąż dał dziecku do zabawy plastikową łyżeczkę z której maluch zrobił użytek. Skończyło się na mocno zakrwawionym łóżeczku, nocnej wizycie w szpitalu i strachu, ale i tak nikomu tego nie życzę.

        • Co mam Ci na to odpowiedzieć Anu? Chyba tylko tyle, że masz rację. Nie będę szła w zaparte i kusiła losu, bo nie chcę. Nikogo też nie namawiam do używania tych przedmiotów, kupcie lepiej BEZPIECZNE zabawki z atestami. Nie jestem mamą pierwszy dzień by nie zdawać sobie sprawy z niebezpieczeństw jakie czyhają na malucha, który nie widzi nigdzie zagrożenia. Nie zostawiam nigdy dzieci samych (może tylko kiedy idę wyrzucić śmieci ale też już wiem czym to się kończy więc robię to biegiem albo wrzucam worki do garażu i wyrzuca je mąż wieczorem). Dobrze wiem, że wystarczy sekunda, aż za dobrze. W mojej opinii żadna z wymienionych przeze mnie rzeczy nie jest bezpieczna. Nie jest bezpieczny również lejek, łyżka i gumowy młotek. Dlatego nie zostawiam nigdy dziecka samego. Siadam z nim na podłodze i patrzę jak przekłada te kolorowe słomki z jednej miseczki do drugiej, opowiadam mu o kolorach. Dmuchamy sobie na paluszki albo na nosek. Dużo przy tym radości jest. Klipsy z ikea są bardzo duże, jak klocki, świetnie się nadają do gotowania zupy w garnku (takim domowym garnku co ma ostry brzeg przecież). Od podrzucania woreczka brzuchy nas bolą z radości. Mój maluch nie zjada też wacików i silikonowego pędzelka ale lubi ich fakturę, lubi je turlać po podłodze na, której ciągle siedzę ja (nie gdzieś tam obok z kawą i z nosem w laptopie ale na ziemi, przy dziecku). Ze sznureczków nie zrezygnujemy bo kochamy. Przekładamy przez słomki, dziurki w durszlaku, oczka z paluszków czy nogi. Przyczepiamy do kartonowych pudełek i robimy ciuchcię. Mam w domu jeszcze trzylatka i wydaje mi się, że są zabawki (takie prawdziwe) znacznie bardziej niebezpieczne od tych wymienionych. Dlatego jestem tak zmęczona wieczorami bo biegam za tymi moimi dziećmi ciągle. Po przeczytaniu Twojego komentarza wyrzucam waciki, chusteczki, pędzelek – MASZ RACJĘ! Nawet siedząc obok może się coś stać. Reszta zostaje ze mną w komplecie. Taki los, moich dzieci, że matka ciągle na ręce patrzy. :) Dziękuję Ci za komentarz. : ) Tak myślałam, że mi się „kubeł zimnej wody” dostanie ale może i dobrze. Pozdrawiam! : )

          • Hej, przedstawiłaś te rzeczy jako GRYZAKI! Dałam się wciągnąć do dyskusji, bo masz pomysł fajny, ale trochę niebezpieczny, jeśli chodzi o takie przedmioty w ręku niemowlęcia. Bardzo dobrze, że uzupełniłaś swój wpis takim obszernym komentarzem z wyjaśnieniem jak się tym wszystkim bawić :) Naprawdę bardzo mi się podoba taki pomysł, ale jako ZABAWKI, a nie gryzaki :D
            PS. Trochę mi tu pachnie marną prowokacją ;) Buziaki :)

          • Nieszczęśliwie nazwałam. Mój ma 10 miesięcy i wszystko gryzie. Wszystko. Każda zabawka to gryzak. : )

  • O tak, dokładnie! U nas kabelki to jest szaaaaał. Te spinacze ikeowskie muszę wypróbować ?